poniedziałek, 29 sierpnia 2016

34 tydzień ciąży (33+5)

Trochę przyspieszyło moje odliczanie, nowa data porodu mi się po ostatnim USG pojawiła :) I myślę, że będę właśnie według tej nowej daty odliczać, bo pokrywa mi się idealnie z datą porodu wypadającą z wyliczeń z ostatniej miesiączki. Czyli rodzimy 4 dni wcześniej, niż planowałam ;) Oczywiście traktuję te daty i wyliczenia symbolicznie, z przymrużeniem oka, bo Mała i tak wyjdzie kiedy będzie miała ochotę. Chyba, że po 1.10 trochę ją z Panem Mężem pogonimy.

Dziś o szkole rodzenia i planie porodu. 
Nie spodziewałam się, że po zajęciach w szkole rodzenia stanę się osobą czekającą na poród jak na bardzo emocjonalne przeżycie. Przestałam myśleć  tylko i wyłącznie o bólu, pękającym kroczu czy lewatywie - zaakceptowałam podświadomie, że okoliczności cudu narodzin są po prostu obrzydliwe. I OK, dobrze mi z tą świadomością - wiem, że będzie cholernie boleć, wiem, że moje piersi będą eksplodować, wiem, że bądą mnie oglądać obcy ludzie w sytuacjach dość intymnych - ale, chwila, przecież cały poród jest sytuacją intymną. Na świat przyjdzie MOJE dziecko, stworzone przeze mnie  i MOJEGO męża, wyjdzie z MOJEJ macicy, będzie szukała MOJEJ piersi. No i nagość, krew, pot i łzy też będą MOJE. Czekam już na przyjście MOJEJ Małej na świat, ciąża męczy niesamowicie i gdy jeszcze raz usłyszę, że "ciążą to nie choroba" albo, że to "stan błogosławiony" to pokażę środkowy palec i odwrócę się na pięcie. Uwielbiam czuć ruchy Małej, czekać na nią, mieć świadomość nowego życia, ale fizycznie powoli wysiadam.
Efektem zajęć w szkole rodzenia jest plan mojego porodu. Na pierwszych zajęciach, gdy o nim usłyszałam, byłam chyba najbardziej na nie. Nie docierało do mnie, że kogoś może interesować jak wyobrażam sobie poród, że mam prawo słuchać muzyki, wybierać sobie dogodną do parcia pozycję, decydować o tym kto będzie na sali porodowej i odmówić badania lekarzom czy położnym niezwiązanym bezpośrednio z moim porodem, a chcącym "poćwiczyć". Bardzo fajna sprawa, oczywiście - mam świadomość, że jeśli coś pójdzie nie tak jak to natura wymyśliła, to mój plan porodu będzie mógł ewentualnie posłużyć jako kawałek papieru, z którego będę mogła ewentualnie zrobić kulki papieru do rzucania ; ) Samo tworzenie tego planu dużo mi dało, na spokojnie sobie przemyślałam czego oczekuję, jak bym chciała poród przeżyć, na co wyrażam zgodę, czego absolutnie sobie nie życzę. I dzięki temu, jestem spokojniejsza, świadoma tego co mnie czeka i już nawet trochę niecierpliwa, chcę utulić już moją Małą.
Pozostały ostatnie przygotowania, porządki, pranie, pakowanie. Obudziłam się trochę z ręką w nocniku - teoretycznie za 2-3 tygodnie dziecko może pchać się na świat, a my? Remont w jej pokoju! Szaleńśtwo!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz