Ależ mnie tu długo nie było! Ale tyle się wokół działo, ciężko nad wszystkim nadążyć i zapanować, powoli staram się uporządkować mieszkanie tak po raz ostateczny, póki jeszcze ruchy jakieś takie mam w miarę swobodne. Ostatnie remonty no i moja mała Fasola będzie mogła wychodzić.
Tak, mieszka u mnie mała dziewczynka. Liczyłam na syna szczerze mówiąc, mąż na początku trochę też, ale teraz oszalał, dosłownie O S Z A L A Ł na myśl, że będzie miał w domu małą księżniczkę. Jest dla mnie dużym wsparciem, chociaż czasami jak mi hormony szaleją, to tak mnie niemiłosiernie wkurza, że mam ochotę go udusić gołymi rękoma! I szczerze mówiąc, nie wiem co jest gorsze: te moje burze hormonalne czy parcie na pęcherz i dosłowne latanie jak kot z pęcherzem ;)
Będąc już praktycznie na finishu, mogę powiedzieć, że ciążą w rozmiarze XXL jest pewnym utrudnieniem dla kobiety. Co prawda wszystkie wyniki badań w normie, żadnej cukrzycy ciążowej, pilnuję się z dietą i przytyłam póki co tylko 3 kg, przy czym sama mała ma już 2 kg czystej wagi. Jednak problematyczne są badania USG. Podczas badań prenatalnych lekarz nie był w stanie zobaczyć czy na pewno wszystko ok, więc kolejne konsultacje, stres, mam nadzieję, że okaże się wszystko jest w porządku i Mała jest zdrowa...
Wiem, że następną ciążę zaplanuję dopiero po zmianie sylwetki. Będzie na pewno lżej, bo brzuch już trochę ciąży, boli mnie kręgosłup, biodra. Ale to ponoć normalne dolegliwości, nawet u kobiet szczupłych.
Za to kopniaki małej wynagradzają wszystko, czasami mam wrażenie, że mam w brzuchu obcego, takie wariacje się tam wyprawiają ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz