środa, 31 sierpnia 2016

TORBA PORODOWA

Powoli sporządzam listę rzeczy, które niezbędne będą w szpitalu. Postanowiłam spakować się na dwie torby, z czego jedna pojedzie ze mną na porodówkę w godzinę 0, a druga zostanie w domu, do dowiezenia dla Pana Męża. A więc,
Torba porodowa:
1. Koszula do porodu - znalazłam w szmateksie, za 4 zł, nie będzie mi szkoda po wszystkim jej po prostu wyrzucić
2. Koszula nocna dostosowana do karmienia
3. Duży ręcznik kąpielowy, mały ręcznik który posłuży np. do okładów i jeden ręcznik wyprawny, wyprasowany i wyleżany w naszym łóżku, aby florę bakteryjną zebrał. To będzie ręcznik dla maluszka na zaraz po wyjściu na świat. Chcę, żeby Mała od razu miała kontakt z bakteriamii jakie kolonizują mnie, męża i nasz dom
4. Biustonosze do karmienia, bawełniane - im lepszy biustonosz, im lepiej ogarnięty biust - tym lepiej dla laktacji + wkładki laktacyjne
5. Podkłady jednorazowe na łóżko szpitalne
6. Kubek, sztućce
7. Przybory toaletowe: szczoteczka do zębów, pasta, szampon, żel pod prysznic - kosmetyki jak najbardziej naturalne, jak najmniej pachnące - Maleństwo będzie chciało czuć mój zapach, a nie balsamu czy żelu
8. Duże chłonne podpaski / podkłady pooporodowe - mam dwa opakowania, myślę że lepiej mieć więcej niż żeby mi miało braknąć
9. Majtki jednorazowe, siateczkowe - będą lepiej trzymały podkłady na miejscu, gdy się ubrudzą będą od razu do wyrzucenia, sprawdzą się o wiele lepiej niż zwykła bielizna. Warto wziąć rozmiar większe niż bielizny codziennej.
10. Woda mineralna niegazowana
11. Maszynka do golenia - na oddziałach są przeważnie takie najzwyklejsze, więc myślę, że lepiej mieć swoją
12. Klapki pod prysznic, kapce, sweterek (szlafrok ewentualnie, ale na oddziałach położniczych i noworodkowych jest ciepło, więc raczej mi się nie przyda)
13. Tantum Rosa do podmywania po porodzie, przyspiesza gojenie po ewentualnym nacinaniu krocza - 2 saszetki do rozpuszczenia w wodzie
14. Chusteczki do higieny intymnej, najbardziej łagodne - ponoć po porodzie wszystko jest tak obolałe, że papier toaletowy sprawia ból
15. 1 komplet ubranek dla Małej - body, pajacyk, jakieś śpioszki
16. 3-4 pampersy
17. 2 pieluszki tetrowe
18. Biszkopty/krakresy, czekolada gorzka - mogą się przydać na nabranie sił po porodzie. Jest to niesamowity wysiłek energetyczny dla organizmu, na pewno przyjdzie moment, że zamarzę o czymś do przegryzienia
19. Wyniki badań, grupa krwi, potwierdzenie ubezpieczenia, karta ciąży, plan porodu, dowód osobisty... Czyli ogólnie pojęta dokumentacja związana z ciążą i pobytem w szpitalu.

Torba, którą dowiezie Pan Mąż:
1. Koszule nocne do karmienia
2. Wkładki laktacyjne
3. Pampersy i pieluchy tetrowe w większych ilościach
4. Ubranka dla Małej 3-4 komplety
5. Rożek / kocyk
6. Nawilżające chusteczki do pupy
7. Krem natłuszczający, typu Linomag bądź Alantan i balsam do ciała dla Małej
8. Laktator, gdyby zaczęły się już w szpitalu jakieś problemy laktacyjne
9. Ubranie dla Małej na wyjście ze szpitala (z racji tego, że będzie to październik muszę przyszykować czapeczkę, jakąś kurteczkę, ogólnie coś cieplejszego i kocyk, którym ją przykryjemy w nosidełku)
10. Ubranie na wyjście ze szpitala dla mnie


Praktycznie wszystko mam, brakuje mi może 3-4 pozycji z obu list, więc myślę, że nie jest tak źle. Ostatnie zakupy, pranie toreb i będzie można się pakować. Ciuszki, kocyki, pościel - wszystko co dla Małej - mam już wyprane, uprasowane, posegregowane i poukładane w komodzie, teraz pozostaje mi wybrać tylko komplety do szpitala i wszystko spakować.



poniedziałek, 29 sierpnia 2016

34 tydzień ciąży (33+5)

Trochę przyspieszyło moje odliczanie, nowa data porodu mi się po ostatnim USG pojawiła :) I myślę, że będę właśnie według tej nowej daty odliczać, bo pokrywa mi się idealnie z datą porodu wypadającą z wyliczeń z ostatniej miesiączki. Czyli rodzimy 4 dni wcześniej, niż planowałam ;) Oczywiście traktuję te daty i wyliczenia symbolicznie, z przymrużeniem oka, bo Mała i tak wyjdzie kiedy będzie miała ochotę. Chyba, że po 1.10 trochę ją z Panem Mężem pogonimy.

Dziś o szkole rodzenia i planie porodu. 
Nie spodziewałam się, że po zajęciach w szkole rodzenia stanę się osobą czekającą na poród jak na bardzo emocjonalne przeżycie. Przestałam myśleć  tylko i wyłącznie o bólu, pękającym kroczu czy lewatywie - zaakceptowałam podświadomie, że okoliczności cudu narodzin są po prostu obrzydliwe. I OK, dobrze mi z tą świadomością - wiem, że będzie cholernie boleć, wiem, że moje piersi będą eksplodować, wiem, że bądą mnie oglądać obcy ludzie w sytuacjach dość intymnych - ale, chwila, przecież cały poród jest sytuacją intymną. Na świat przyjdzie MOJE dziecko, stworzone przeze mnie  i MOJEGO męża, wyjdzie z MOJEJ macicy, będzie szukała MOJEJ piersi. No i nagość, krew, pot i łzy też będą MOJE. Czekam już na przyjście MOJEJ Małej na świat, ciąża męczy niesamowicie i gdy jeszcze raz usłyszę, że "ciążą to nie choroba" albo, że to "stan błogosławiony" to pokażę środkowy palec i odwrócę się na pięcie. Uwielbiam czuć ruchy Małej, czekać na nią, mieć świadomość nowego życia, ale fizycznie powoli wysiadam.
Efektem zajęć w szkole rodzenia jest plan mojego porodu. Na pierwszych zajęciach, gdy o nim usłyszałam, byłam chyba najbardziej na nie. Nie docierało do mnie, że kogoś może interesować jak wyobrażam sobie poród, że mam prawo słuchać muzyki, wybierać sobie dogodną do parcia pozycję, decydować o tym kto będzie na sali porodowej i odmówić badania lekarzom czy położnym niezwiązanym bezpośrednio z moim porodem, a chcącym "poćwiczyć". Bardzo fajna sprawa, oczywiście - mam świadomość, że jeśli coś pójdzie nie tak jak to natura wymyśliła, to mój plan porodu będzie mógł ewentualnie posłużyć jako kawałek papieru, z którego będę mogła ewentualnie zrobić kulki papieru do rzucania ; ) Samo tworzenie tego planu dużo mi dało, na spokojnie sobie przemyślałam czego oczekuję, jak bym chciała poród przeżyć, na co wyrażam zgodę, czego absolutnie sobie nie życzę. I dzięki temu, jestem spokojniejsza, świadoma tego co mnie czeka i już nawet trochę niecierpliwa, chcę utulić już moją Małą.
Pozostały ostatnie przygotowania, porządki, pranie, pakowanie. Obudziłam się trochę z ręką w nocniku - teoretycznie za 2-3 tygodnie dziecko może pchać się na świat, a my? Remont w jej pokoju! Szaleńśtwo!

piątek, 19 sierpnia 2016

32 tydzień ciąży (31+5)

Ależ mnie tu długo nie było! Ale tyle się wokół działo, ciężko nad wszystkim nadążyć i zapanować, powoli staram się uporządkować mieszkanie tak po raz ostateczny, póki jeszcze ruchy jakieś takie mam w miarę swobodne. Ostatnie remonty no i moja mała Fasola będzie mogła wychodzić.

Tak, mieszka u mnie mała dziewczynka. Liczyłam na syna szczerze mówiąc, mąż na początku trochę też, ale teraz oszalał, dosłownie O S Z A L A Ł na myśl, że będzie miał w domu małą księżniczkę. Jest dla mnie dużym wsparciem, chociaż czasami jak mi hormony szaleją, to tak mnie niemiłosiernie wkurza, że mam ochotę go udusić gołymi rękoma! I szczerze mówiąc, nie wiem co jest gorsze: te moje burze hormonalne czy parcie na pęcherz i dosłowne latanie jak kot z pęcherzem ;)

Będąc już praktycznie na finishu, mogę powiedzieć, że ciążą w rozmiarze XXL jest pewnym utrudnieniem dla kobiety. Co prawda wszystkie wyniki badań w normie, żadnej cukrzycy ciążowej, pilnuję się z dietą i przytyłam póki co tylko 3 kg, przy czym sama mała ma już 2 kg czystej wagi. Jednak problematyczne są badania USG. Podczas badań prenatalnych lekarz nie był w stanie zobaczyć czy na pewno wszystko ok, więc kolejne konsultacje, stres, mam nadzieję, że okaże się wszystko jest w porządku i Mała jest zdrowa...
Wiem, że następną ciążę zaplanuję dopiero po zmianie sylwetki. Będzie na pewno lżej, bo brzuch już trochę ciąży, boli mnie kręgosłup, biodra. Ale to ponoć normalne dolegliwości, nawet u kobiet szczupłych.

Za to kopniaki małej wynagradzają wszystko, czasami mam wrażenie, że mam w brzuchu obcego, takie wariacje się tam wyprawiają ;)